Co dzień prawie, po robocie
raz po chłodzie, raz w spiekocie
przy przystanku kolejowym
tam gdzie kładka.
Mijam stragan z łakociami
drożdżówkami i pączkami
w nich nadzieniem jest jak zwykle
marmoladka.
Mieć wystarczy złotych kilka,
aby choć przez małą chwilkę,
cukierniczych wspaniałości
popróbować.
Że to świeżo po wypłacie
więc i ja, (Mój miły bracie),
zapragnąłem tak po prostu
ich skosztować.
Sprzedawczyni bardzo miła
szybko mi wytłumaczyła;
te dobrości robi Zofia
-jej sąsiadka.
I, że dzisiaj wyjątkowo
w pączkach nadziewanych zdrowo
toffi będzie, a nie zwykła
marmoladka.
Miałem chęć na marmoladkę,
lecz zwietrzyłem świetną gratkę,
gdyż to nowość jest w produktach
Pani Zofii.
Więc z uśmiechem zapodałem,
że ochoty dziś nabrałem
i pączusia na ten tychmiast
proszę z toffi.
Zawinięty w torebeczkę,
nawet ciepły też troszeczkę
taki świeży i pachnący,
lukrowany.
I przeze mnie na peronie,
może nawet i w wagonie
pączek z toffi będzie wkrótce
zajadany.
Zatopiłem w nim zębiska.
Aż tu nagle z pączka tryska
i z niesmakiem po gardzieli
się rozkłada.
Taka prosta, nieciekawa,
słodka, rzekłbym nawet krwawa,
ordynarna, najzwyklejsza
marmolada.
O, ja biedny, oszukany,
w kozi róg rzekłbym zagnany,
że do pączka mi tu dziwne
rzeczy kładą.
Miał być taki pyszny z toffi,
a tu, przez pomyłkę Zofii?
Jest ze zwykłą, pospolitą
marmoladą.
Wracam ja po schodach w górę,
zrobić na straganie burę
i nakrzyczeć: Co mi Pani
tu nakłada?
Lecz nie gańmy jednak Zofii,
za to że w tym pączku toffi
miało być, a jest normalna
marmolada.
Bo to przez złośliwość małą
wiatr mi spłatał finfę całą
i karteczkę, co z towarem
się wykłada.
Z pysznych pączków Pani Zofii,
które nadziewane toffi
rzucił na te, w których środku
marmolada.
Mówię więc: Mój miły kotku
trudno zgadnąć co jest w środku
i za wiatru figle niechaj
nikt nie gani.
Nauczony doświadczeniem
i z łagodnym głosu drżeniem
zamówiłem jednak tartę
z truskawkami.
Poranny śpiew ptaków spłynął na mnie
Zapachem białych płatków kwitnącej mirabelki.
Rozkosznie zielone źdźbła trawy wyciągały do słońca cieniutkie szyjki
Tuląc zbłąkane krople rosy.
Zza szpaleru drzew wwiercił się prosto w mózg
Natarczywy stukot kół pociągu relacji jakiejś tam.
Miłość otarła się o rzeczywistość
Jakby chciała przypomnieć o największym poświęceniu
W historii ludzkości.
Na prawo biel, na lewo biel.
Z łopatą środkiem idę
Tu sypie śnieg, tam sypie śnieg
godzina po godzinie.
Czasem pługi światłami mrugają,
zasypując co ludzie zgarniają.
Mniej widać mnie, mniej widać nas,
w całym kraju spod śnieżnych mas.
Czarne, białe. Czarne, białe. Czarne, białe.
Śnieży.
Kamień, płaskie. Kamień, płaskie. Kamień, płaskie.
Leży.
Ciepłe, zimne. Ciepłe, zimne. Ciepłe zimne.
Padło.
Stefan z wiadrem pełnym węgla, potknął się o
radło.
Poziom minus jeden
w wilgotnym półmroku
stoi Henryk Śpiący
(śpiący przez pół roku).
Paszczę ma zamkniętą
przymrużone oczy
czeka na pobudkę
jak tylko chłód wyskoczy.
Zębiskami czarnymi
od sadzy grożnie kłapie
rdza osiada z lekka
na Henryka czapie
Letniuje po cichu.
jesienią się budzi
i krzyczy że głodny.
O żarciu wciąż marudzi.
Menu niewybredne,
zięmię czarną zjada,
za to ma apetyt
ciagle w paszczę wkładaj.
Odbije czasami
oddechem kotłowym
siwym prochem sypnie
od stóp aż po głowę
W paszczy jęzor straszny
miele nim i strzyka
kotłuje i buzuje
czasem sobie pyka.
Za to najedzony
całkiem się odmienia.
Po żeberkach sypnie
ciepłem od niechcenia.
Kotu ogon spiecze,
w kominie zaśpiewa.
Miło przy Henryku
kiedy tak rozgrzewa.
Wnet się obraz zmienia
ten taki ogólny
że on nie jest Śpiący
a Henryk Przytulny.
Nocą, gdy każda gwiazda skrzy
Na palcach liczę smutne dni
Dni, których tyle przeminęło już
Za synem w drodze opadł kurz
Niechaj posłucha ten i ów
Matczyne serce płacze znów
Żal w zakamarku każdym duszy tkwi
I wypłakane z oczu łzy
Dzień za dniem mija a co noc
Płaczę, tęsknota wzbiera w moc
Przed domem staję gdzie ostatni raz
Widziałam ukochaną twarz
Mówił, że wróci lada dzień
Wzrokiem żegnałam jego cień
Na podróż zabrał sto ode mnie trosk
Od ojca porad cały trzos
Boże w Swej opiece miej
Ciało z ciała, krew z krwi mej
Czuwaj nad sługą Twym
Pozwól niech wróci syn.
Jeśli mu los zgotował byt
Wspomóż go Panie w dziełach swych
Serce zachowaj a i pamięć daj
Niech zna gdzie jest rodzinny kraj
Niech wie gdzie ziemia ojców jest
Niech w stronę domu czyni gest
Niech mu się wiedzie i niech w modlitwie trwa
A Bóg niech łaski szczodre da
Boże w Swej opiece miej
Ciało z ciała, krew z krwi mej
Czuwaj nad sługą Twym
Pozwól niech wróci syn.
I tylko Panie proszę znów
Niech on tam żyje cały, zdrów
A w chwili śmierci pozwól ujrzeć raz
Choć jeden mego syna twarz
Boże w Swej opiece miej
Ciało z ciała, krew z krwi mej
Czuwaj nad sługą Twym
Pozwól niech wróci syn.
Nad pomarszczoną taflą gęstej, zatęchłej wody
przysiadł Poławiacz Wiatru z podbierakiem pogody.
Na hak włożył przynętę z kilku promieni słońca
pochylił się nad wędką i czeka lata końca.
Gdzieś w dali słychać mruczny, i widać raz za razem
krzyczący oddech burzy i grzmotu bicie głazem .
Poławiacz też popatrzył na strony posiniałe
pod nosem westchnął cicho: "-Połapać sobie miałem"
Nad głową wnet parasol rozłożył brezentowy
na głowę czapkę wcisnął, na plecy sztormiak nowy.
Zawzięty czeka dalej usiadłszy tak okrakiem
z wichury lekki zefir odcedził podbierakiem.
Poczeka z nim przed domem na małej starej ławce
jesienią ciśnie w łąkę dla dzieci, na latawce.
A zimą kiedy śniegu pierzyna go przygniecie
wysypie z worka więcej, zawieje i zamiecie.
Na wiosnę po Marzannie oddechem pola suszy
nie marzną już zającom, ani skowronkom uszy.
A letnią porą znowu na połów czas wyruszyć
by potem mieć czym ciskać, zawiewać no i suszyć.
Józef z Arymatii człek to był zamożny, sprawiedliwy.
Zawsze skory do pomocy, kryształowo też uczciwy.
On to sam zadecydował, aby w jego nowym grobie
spoczął na sen wieczny, mocny najwspanialszy w świecie Człowiek.
Zgodnie z wolą też Piłata grób ten opieczętowano
Głazem wejście zastawiono a przy głazie straż trzymano.
„W trzy dni kościół odbuduję" - Któż tym słowom chciał dać wiarę?
„Nie lękajcie się mej śmierci. Ja w dniu trzecim zmartwychwstanę."
Oto koniec, śmierć ma władzę. Ciało niczym proch na wietrze.
Zdjęte z krzyża w dłonie matki złożą, ona krew obetrze.
I słów pisma sta się zadość, bok przebity na stracenie,
Wszystkim łamią a On całe, nie pęknięte ma golenie.
Z boku płyną krew i woda teraz obie rozdzielone
Aby każdy wiedział czyje ciało było ugodzone.
Piłat dziwi się, że skonał, że tak szybko oddał ducha.
Wydał Go im, lecz nakazał by pilnować - taka skrucha.
A sanhedryn jest szczęśliwy bo przed świętem to się stanie.
I wieczerzać będzie miło, uczcić dzień odpoczywaniem.
A my wiemy, że to symbol jest kończącej się tu męki.
Wiemy, że dla każdej duszy przyjdzie wreszcie kres udręki.
Rozpostarty na ramionach, Pan nasz grzechu dźwiga brzemię.
Wokół ciemno się zrobiło duch opuścił judzkie plemię.
O dziewiątej głos donośny dobył Jezus ze swej krtani:
Boże czemuś mnie opuścił! Eloi lama sabachtani.
-On Eliasza woła, szemrzą zgromadzeni na Golgocie.
Trzcinę biorą, gąbkę moczą, octem poją Go w spiekocie.
Może Eliasz zejdzie z nieba i Go zdejmie? - pyta który.
Dowcipkują sobie, plotą, nie zważając na grom z góry.
A konaniem umęczony Chrystus przecież ich nie słucha.
-Wszystko już się wykonało!- rzekł i Swego oddał ducha.
I zasłona nad świątynią wnet rozdarła się na dwoje.
I zadrżała nagle ziemia i umilkły ptaków roje.
Setnik widząc, co się dzieje do modlitwy dłonie złożył.
-„Ten, co tutaj żywot skończył był prawdziwie Synem Bożym."
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 74 914 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Efekty oddziaływania rzeczywistości. ********************** Za namową Mamusi Muminka postanowiłem pobawić się nieco i stworzyć nową kategorię wpisów "Na zamówienie". Czyli wiersze lub ...
więcej...Efekty oddziaływania rzeczywistości. ********************** Za namową Mamusi Muminka postanowiłem pobawić się nieco i stworzyć nową kategorię wpisów "Na zamówienie". Czyli wiersze lub rymowanki pisane specjalnie dla moich miłych czytelników. Zamówienia proszę składać w księdze gości (bo tak najprościej).
schowaj...Czterdzieści lat i różne dziwne pomysły.